Green Days.
- MENU -
index //
O MNIE //
DODAJ DO
ULUBIONYCH //
KSIĘGA
GOŚCI //
2006:
listopad (16),
grudzień (8),
2007:
styczeń (5),
luty (6),
marzec (2),
kwiecień (3),
maj (10),
czerwiec (7),
lipiec (6),
sierpien (6),
wrzesień (5),
październik (13),
listopad (4),
2008:
styczeń (1),
luty (1),
marzec (2),
kwiecień (2),
maj (2),
czerwiec (1),
Mateusz wyjechał do Paryża. BJ zaczyna trasę koncertowa z FHT, znaczy FBHT, jak to oni wolą... Chłopcy mają wolne, w firmie spokój, a ja lada dzień zacznę rodzić. Cast z Haush przesiadują u mnie całe dnie. Igła z Iwoną odwiedzają mnie co jakiś czas. Moje maleństwo dostało w spadku kilka ciuszków i przyborów po malutkim Igle. Ta wizyta jednak była inna.
- Iwona, powiedz mi, co tam słychać u Agi Gołaś??? Widziałaś ją ostatnio???
- Nie, ale jakiego mam newsa!
- No dawaj!- zatarłam ręce.
- Lepiej nie mów jej tego.- szepnął Igła do swojej żony.
- Czemu? Niech wie, jaka jestem dobra żona!
- Co się stało???- nie mogłam wytrzymać z podniecenia.
- Kamila odeszła od Łukasza! Są już po rozwodzie.- uśmiechnęła się i klasnęła w ręce.
Mnie ta wiadomość nie ucieszyła. Spojrzałam na Krzyśka, który bawił się ze swoim synem na dywanie. Wiedział, ja też wiedziałam, o co chodzi.
- No! Kamila zawsze była o niego zazdrosna.- wzięła do ust łyk kawy, ale nie mógł mi przejść przez gardło.
- Alex, to już wcześniej tak wyglądało. Myślisz, że było by tak jak jest, gdyby nie to, że od początku się tam wszystko sypało.
- Wiem, co chcesz powiedzieć... Ale okazja czyni złodzieja...
- No to ja jestem kryształowy!- wypiął pierś.
- Spróbowałbyś to by Iwona ci dała!
- O czym wy mówicie???- przerwała nam pani Ignaczakowa.
- O Mistrzostwach Świata. Trzynastych Piątkach, Lidze Światowej...- zaczęłam wymieniać.
- Cześć!- do domu wpadł Billie.
Podszedł do mnie, ucałował mnie w czoło i pomknął na górę. Po kilku minutach zleciał z góry, znów mnie ucałował i przy drzwiach rzucił, że wróci późno.
- Ech... Biedny Łukasz... po tym wszystkim rozsypie się na kawałki.
- Już jest w kawałkach.- mruknął Igła.
- Muszę mu pomóc, on nie zasługuje na to wszystko. To dobry chłopak...
- Ty to mówisz??
- Ludziom trzeba wybaczać, nie jest kryształowy. Kamila była zbyt zaborcza.
- Ale, o co ci dokładnie chodzi.
- Pamiętasz, jaka była zazdrosna, jak do niego raz zadzwoniłam.
- Była, o co. Zresztą to już był czas, jak się wszystko waliło.
- Weź nie przesadzaj. Iwona, zrobiłabyś Krzyśkowi awanturę o to, że zadzwoniłaby do niego...
- Wtedy byłaś tylko ‘fanką’.- zauważył.
- No tak... Ja bym chyba zabiła Billiego.
- Ech, ten chłopak ma prze chlapane w życiu.
- Sam na to zasłużył.- żachnął się Krzysiek.
- A może jest taki przez to wszystko. Już za młody wyjechał do Rosji, potem nieudane kontrakty. Zawsze musiał coś udowodnić. A bez urazy, Kamila też nie była święta. Nie pasowali do siebie. Oni nigdy nie byli, żeby być tak razem. Jak chociażby wy! Pewnie to go skłoniło...
- Może, nie mnie całe szczęście to osądzać. Wiedz, że podziwiam cię, że masz jeszcze serce dla niego.
- Pomogę mu... Ała...
- Co się dzieje???- państwo Ignaczakowie rzucili się na pomoc.
- Brzuch...
Poczułam, że sikam. Zalewała mnie woda.
- Echem... Rodzę! Dzwońcie, po taxówkę.- mruknęłam.
***
Akcja porodowa trwała tylko 7 godzin. Jak na naszą rodzinę to i tak bardzo krótko. Po całych tych męczarniach o godzinie 17.38 na świecie pojawiła się moja mała córeczka. Katarzyna Magdalena Armstrong! Jakieś 5 lat temu byłam stażystką pewnej dr Katarzyny. Ona mnie wszystkiego nauczyła. Zresztą zawsze podobało mi się to imię. Magdalena po Cast, która z pewnością zostanie matką chrzestną.
BJ dumny stoi na korytarzu porodówki. Tak, teraz zgrywa twardziela, a w czasie porodu i tuż po mdlał. Poród przebiegł bez większych komplikacji. Trzeba przyznać, ze Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. L. Rydygiera na oddziale położniczym nie widział takiego tłumu. Przyjechała moja mama z tatą, Joan z Szymkiem, Mike z Natalie, Krzysiek z Iwoną, Cast z Haush i Kamilem, nawet Paulina zmusiła Szampona do przyjazdu. Niestety nie wszyscy mogli mnie odwiedzić od razu. Pierwsza się wpakowała moja mama. Najpierw się rozczuliła, potem mnie okrzyczała, że nie powinnam nazywać jej wnuczki (!) Kasia. Po chwili znów zaczęła się zachwycać Kasią. Niestety po kilku minutach dostało mi się, że jestem panną z dzieckiem. Całe szczęście, że wpadła wtedy Krzysiek i Iwona z Pauliną i Szamponem.
- Wiąż czerwoną wstążkę!- rzuciła moja mama i wyparowała z pokoiku.
Ledwo moja mama wyszła, a za nią wparowała reszta ‘ekipy’.
- Zobacz jaka rozkoszna.- mruknął Mariusz.
- Ech... Iwona, musimy sobie sprawić córeczkę.- mruknął Igła.
- Tak, a ty polecić na Ligę Światową i wszystko na mojej głowie!
- Och skarbie!
- Alex zapamiętaj! Najgorsi mężowie to siatkarze...- mruknęła Iwona.
- W ogóle sportowcy...- dodała Paula.
- Nie, uwierzcie są gorsi...
- Phi... BJ pojedzie raz na ruski rok na trasę, ale jest w domu!- zauważyła Iwona.
- Skarbie, czy coś ci nie pasuje w moim zawodzie???- Szampon zwrócił się do Paulinki.
- No ja nie narzekam, bo jestem taka sama.
Wyłączyłam się. Liczyłam się tylko ja i mała. Wyglądała tak rozkosznie.
- Przepraszam was, ale jest dużo godzin. Pacjentka musi wypocząć. Czas odwiedzin minął.
Dostałam po całusie. Wszyscy poszli. Pielęgniarki zabrały małą. Miałam usnąć. Nie mogłam po głowie chodziło mi tylko jedno. Łukasz się rozwiódł. Przeze mnie. Powinnam zostać etatową rozwalaczką małżeństw. W ciągu jednego roku rozwaliłam dwa. Najpierw Armstrongowie, teraz Kadziewiczowie... Kto wie może jeszcze jaką parę rozwalę. Nie wytrzymałam. Wzięłam do ręki telefon, wybrałam numer Łukasza. Po kilku sygnałach odezwała się jego poczta głosowa.
- Cześć Łukasz. Tu Alex, jestem w szpitalu. Nic poważnego. Urodziłam. Zdrowa, piękna córeczka. Jak będziesz miał czas to zadzwoń chcę z tobą pogadać. Pozdrawiam.
Rozłączyłam się. Wpatrywałam się w okno, po kilku minutach usnęłam.
Czy był to miły sen?? Tak! Ja z nim, na łące. Zrywaliśmy mlecze i plamiliśmy swoje ubrania. Niczym nastolatkowie. Nie liczyło się nic. Świeciło słońce. Cisza, spokój i my... Osobno, a jednak razem.
Obudziło mnie słońce. Koło mnie siedział Billie. Uśmiechnięty trzymał na rękach moją córeczkę, naszą córeczkę. Był taki szczęśliwy. Oczy mu się świeciły jak na nią patrzył.
- Śliczna po rodzicach.
- Taaak...- zaśmiał się.
Chciałam być sama, ale jak narzekać na obecność dwóch najważniejszych osób w moim życiu. A może dwóch z czterech???
Alex
Za dziesięć notek WIELKI JUBILEUSZ!
Dziś długo nie mogłam zasnąć. Dziewiąty miesiąc. Ciężko to znoszę, brzuch mi urósł ogromny i wyglądam jak szafa! Nie mogę się położyć na brzuchu, ani na boku!!! Śpię na siedząco, bo mnie krew zalewa, jak lezę non stop na plecach. Do tego BJ nie pozwala mi prawie nic robić. Mogę tylko siedzieć, pić, jeść i oddychać. Gdyby nie litość Mateusza, który zaopatrzył mnie w prenumeratę Super Volleya i Świata Siatkówki u nudziłabym się na śmierć. Swoją drogą te krzyżówki w Super Volley'u mnie dobijają. Pytanie: "Mocne ścięcie piłki" na sześć liter. No i bądź tu mądry. Zawsze się na to "gwóźdź" mówiło i kropka. Ale teraz mam w ręku najnowszy, kwietniowy numer i nabijam się ze zdjęć Mariusza Wlazłego i Igły.
Co sie działo przez te trzy miesiące??? Można odpowiedzieć śpiewająco.Nic ciekawego... Na Święta Wielkanocne Mateusz wyjechał do rodziców, więc mogłam się nacieszyć BJ'em. Niestety zbyt szybko minęły te dni, a teraz już mamy początek kwietnia. Ciągle jest zimno, ale mam nadzieję, że wiosna nas odwiedzi zanim przyjdzie na świat moje córeczka. Pytałam się o płeć. Chcieliśmy z BJ'em mieć niespodziankę, ale nie wytrzymałam. Nie powiedziałam Bj'owi, ale ja wiem. Dziewczynka. Imienia jeszcze nie mam, ale chyba Katarzyna Magdalena. Albo Magdalena Renata. Magda po Cast, Renia po mamie... a Kasia... To przezwisko Joan, cała rodzina tak do niej mówi. Dzień porodu zbliża się wielkimi krokami, a ja z każdą sekundą boję się coraz bardziej. To jest tak jak z przemianą energii potencjalnej na kinetyczną. Tylko tutaj czas, jaki pozostał zamienia sie na strach. Oba te czynniki są do siebie przeciw proporcjonalne.
Leżę teraz na moim foteliku w moi pokoiku. Bj śpi i głośno chrapie na łóżku obok. Wygląda tak ślicznie. Taki niewinny, taki szczęśliwy, niczym małe dziecko, które jeszcze o niczym nie wiem.
Bo jeszcze nie wie...
Mateusz dopiął swego. Chciał do mnie wrócić, co jasno mi przekazał w moje urodziny, ale ja wolałam BJ'a. Wprowadził się tu z powrotem, bo ma prawo do tego. Kiedy Bj idzie do sklepu, kiedy jest w łazience, zawsze robi coś czułego. To mi przyniesie Danio z płatkami (nauczył się tego od Igły), to mi przyniesie koc, to rozpali w kominku, zrobi herbatę...
Dziś jednak wybuchał bomba. Mateusz w końcu dostał list z Paryża z propozycją pracy przy Mona Lisie. Kiedy trzymał ten list był biały jak ściana. Kiedy przeczytał list, był szczęśliwy jak dziecko, ale... No właśnie, ale. W jego oczach było coś, co raniło mnie mocniej niż największe wyzwiska i mocny kopniak. Ciągle myślę o tym, że wyjedzie na zawsze, że już nie wróci, że nie zobaczę go. Przemysław Iwańczyk: "Czy można mieć przyjaciela w rywalu i rywala w przyjacielu?"
Krzysztof Ignaczak: "Jak widać można..."
Czemu sobie życie komplikuję??? Przecież to menda. Nie szanował mnie... Zdradzał mnie na prawo i lewo... Przecież była w tym moja wina. Niepotrzebnie go nie... ALE HOLA! Skoro kocha, powinien szanować moje zasady. Była zasada "no sex without married"?? Była! I co??? Nawet nie raczył się wytłumaczyć z tego co zrobił! Ha! ŁUKASZ mnie musiał pocieszać. Kadzio! I co... Czemu tak żałuję tego debila???
Bo jestem sentymentalna i szkoda mi będzie tych dwóch lat, tych oświadczyn i zaręczyn... Będę tęsknić za wakacjami w Międzyzdrojach. Ale nie zapomnę też wakacji na mazurach kiedy tak bardzo go nienawidziłam. Nie zapomnę dnia, gdy pokłóciłam się z Rox i odkryłam prawdę. Tak bardzo mnie skrzywdził. Może wtedy mu nie zależało na mnie, a zaczęło mu zależeć, jak mnie stracił??? No to trochę po nie wczas! Jak się zaczął ze mną spotykać już mógł... No wiecie... A on nawet po oświadczynach! To tak jakby oświadczył się, tylko po to, bym poszła z nim do łóżka!!!
Wzięłam nożyczki, klej i zeszyt, który miałam koło fotelika. Zaczęłam wycinać zdjęcia Igły i reszty naszej kompani i przyklejać je. Kiedy skończyłam wzięłam długopis i podpisałam co poniektóre.Wywiad z Igłą i Gackiem wkleiłam cały. Bj chyba się budzi... O nie, tylko musiał sie przewrócić. O jak teraz mu ślicznie ślina delikatnie spływa po policzku. Nie chciało mi się wstawać, jednak podeszłam do łóżka i wytarłam szmatką jego policzek i kącik ust. Zaczął ruszać nosem jak mała świnka. Wyglądał przekomicznie.
- Bzzz... Bzzz...
- Ucisz sie!- szepnęłam do mojej komórki.
Poczłapałam do niej i odebrałam.
- Alex! Jak się cieszę, ze z tobą mówię!- to był Mike.
- Cześć staruszku!
- Hej jestem młodszy od twojego staruszka!
- No i co z tego??- zaśmiałam się.
- Daj mi go...
- Śpi.
- No to go obudź.
- Nie.
- Nie, to nie.- rozłączył się.
Znów usiadłam w foteliku i czytając artukuł o białaczce Giby usnęłam.
***
Rano obudziłam się strasznie późno. Było dobrze po jedenastej. Jak na mnie, to szczyt możliwości, nawet przy imprezie do pierwszej budzę sie o dziesiątej.
Wstałam z przekonaniem, ze na dole zastanę BJ'a w pidżamce pijącego kawę i próbującego coś wybrzdąkać. Myliłam się na dole był BJ i był w pidżamie, ale... Znowu tu ALE. Mateusz siedział na kanapie i pisał coś na kompie.
- Hallo!
- Cześć, w końcu wstałaś.- Billie pocałował mnie w czoło. Stał przy oknie i obserwował kelnera z restauracyjki naprzeciwko palącego Carmele.
- Alex.. Powiedz mi lepiej brzmi: "Jestem bardzo zainteresowany...", czy...
- Pisząc "jestem bardzo zainteresowany wyjawiasz, z jesteś zainteresowany. Nie ma w tym nic złego i możesz to wykorzystać. Nawet w jak najbardziej oficjalnym piśmie.
- Ale to będzie nachalne...
- Pokaż.
Usiadłam koło niego na sofie i obróciłam w moją stronę laptopa. W ciągu kilku minut rozwiązałam cały jego problem. Pisał list do Paryża. Przyjął posadę.
- Wydrukować i wysłać!- dodałam.
- Szybciej pójdzie mailem.- zaśmiał się pod nosem.
Wzruszyłam ramionami i wstałam.
- Kochanie, Mike wczoraj dzwonił. Coś chciał od ciebie, ale nie chciałam cę budzić.
- Wiesz o co chodzi???- Bj odpowiedział zaskoczony.
- Nie. Jak powiedziałam, że śpisz i ci nie budzę, to rozłączył się obrażony.
- To niech się wypcha gównem...
- Muszę dziś jechać do lekarza...
- Wiem, podrzucę cię, jak pojadę do AR. Aaron o coś się wczoraj rzucał.
Trzeba przyznać jedno. Billie doskonale radził sobie z AR. Nie jednokrotnie z Cast wykorzystujemy go do załatwienia jakiś spraw. Z resztą inaczej ludzie patrzą na Billie Joe Armstronga niż na dwie kobiety w koło trzydziestki. Cast by się teraz obraziła. Ciągle ma 26 lat. Zazdroszczę jej trochę tego.
***
Nie obchodziło mnie to co chciał od BJ'a Mike. Mateusz wyjeżdżał. Kiedy kilka miesięcy temu gadałam z 'FRAKCJĄ' to bardzo się cieszyłam, ze uda mi się go pozbyć, a jednocześnie zapewnić lepszy byt. Miałam nadzieję, że zapomni o mnie i... No właśnie. Na co ja liczyłam. Że nie będzie mi żal. Że od tak zapomnę jak spalił się na słońcu i przez dwa dni musiałam go obkładać maślanką. Albo jak wpatrywał mi się jak uczyłam sie. "Życie to ciągła nauka". Zawsze słyszałam te słowa jak przyłapał mnie na zakuwaniu jakiś specyfików. Byłam wtedy na stażu i wśród tylu doświadczonych l;lekarzy czułam się jak szczyl. Dalej się tak czuję, ale teraz mi to nie przeszkadza.
Mateusz wyjeżdża. Raz na zawsze. Jeszcze dwa dni i nie będę mogła go obserwować przy piciu kawy. Nie, nie kocham go. Mówiąc szczerze to ja go nienawidzę. Ale mam sentyment. Może i dobrze, ze wyjedzie??? Będę mogła w końcu sobie ułożyć życie tak jak chciałam od początku...
Urodzę dziecko, będę przy boku mężczyzny, którego kocham od 17 roku życia, będę dalej prowadzić dobrze prosperujące studio nagraniowe i będe pomagać...
O MATKO! Dopiero teraz do mnie dotarło! Jak ja mam się stawić na zgrupowaniu 21 kwietnia, jak ja na 20 kwietnia mam termin! Raul! W co żeś ty mnie wpakował!!!
Alex
Z życzeniam Natalie, mało dialogów, dużo opisów
Siedziałm i czekałam na lepsze czasu. Minęła godzina a ja tempo wpatrywałam się w ludzi którzy wchodzili i wychodzili z Empiku. Ciekawiło mnie dlaczego Empik jest jak magnes i dlaczego na mnie też tak działa. Nie miałam siły wstać i pójść rozkoszować się zapachem nowych ksiażek, posłuchać szelestu folii na nowych płytach.Nie miałam ochoty bić się o dojście do regału z "MACHINĄ" i innymi gazetami. Siedziałam i marzłam na rynku marząc o gorącej kawie oglądając nowinki ze świata gier komputerowych. I nadszedł moment w którym moje lenistwo poddało się kawie.
Wyjechałam windą na 2 piętro, usiadłam przy jednym z mini stoliczków i zamówiłam wielki, gorący kubek... herbaty. półtorej goziny kusiła mnie kawa, a gdy mogłam się jej napić wybrałam herbatę. Wtedy to ni emiało dla mnie znaczenia, ale to był początek złego.
Dopiero po 2 radosnym krokiem weszłam do domu. Ledwie przekroczylam próg, a Bj się na mnie rzucił.
- Gdzie byłaś tyle czasu???
- Relaks...- zaśmiałam sie.
- Moze dla ciebie, umierałem z niepokoju.
- Ale przeżyłeś. Nie panikuj tylko podaj mi telefon. Trzeba zadzwonić do Natalie.
- A po co???
- A nie ciekawi cię to co Mike wykombinował??? Wczoraj się nie odzywali, dziś trzeba sprawdzić, czy Natalie nie zabiła go z afekcie...
- E... To dzwoń, chociaż ja ci to odradzam...
- Bo...
- ... e... tak. Bo tak!
Pod nosem zamruczał coś, ale ja wzięłam telefon i dzadzwoniłam do Natalie. Odebrała cała w sskrowronkach.
- Przyszła pani Dront słucham.
Zaniemówiłam.
- NATALIE!!!! To ja Alex!- krzyknęłam.
- Alex!!!! NIE UWIERZYSZ!
- OŚWIADCZYŁ SIĘ?
- TAAAAAAAAK!!!!!!!!- krzyknęła ze szczęścia do słuchawki.
Nastała cisza, tak bardzo cieszyłam się jej szczęsciem. Jej i Mike'a.
- Kiedy?
- Nie ustalilismy daty... Ale tak sobie romantycznie pomyślałam, że moze dwie pary na raz??
Dyskretnie spojrzałam na BJ'a. Chciałabym, ale wiedziałam, ze to nie bajlepszy pomysł.
- Nie... Nie ma na to szans...
- Dlaczego!
- Mamy brać ślub, bo jestem w ciąży??? Teraz się nie opłaca. Wolę wyjśc za niego, jak dziecko będzie starsze, gdy będziemy się bardziej znali...
- Co???
- Natalie... Ja kocham człowieka, którego prawie w ogóle nie znam. Moze i wiem jaką kawę lubi najbardziej, ale ja nic tak naprawde o nim nie wiem. Do tej pory lączyl nas tylko sex...
- Ej... Jesteście teraz razem... Zabierz go TAM i się wiele o nim dowiesz!
- Natalie, jesteś straszna!
- Ja chyba Mike'a TAM zabiorę...
- Ja Bj'a też...- Zaśmiałyśmy się.
- Słuchaj ja kończę, wiesz o co chodzi...
- Wiem. Trzymaj się.
- Jasne, dzięki za telefon.
Rozłączyła się.
- Widzę, że masz problem...- Z kuchni wyszedł Łukasz.
- Boże! Co ty tu robisz??? Wystraszyłes mnie!
- Mateusz poszedł do muzeum, a ja postanowiłem z nim zostać, bo strasznie panikował.
- A ty nie??- skrzywiłam się.
- Nie przeczę.- Ujrzałam tej jego cwaniacki uśmieszek, ten sam, który mial na ustach tamtego dnia.
- ŁUKASZ! Co ty do diabła robisz! Czemu to robisz! Chcecie mnie z Mateuszem wykończyć psychicznie! - Naskoczyłam na niego.
Ten uśmieszek, ta jego peność siebie przerażała mnie. Widziałam, że jest przy mnie BJ, ale i tak się bałam. To jest głeboko w moim umyśle i już nigdy się tego nie wyzbędę.
- Em...- spóścił wzrok, zmieszał się. widzial o co chodzi.
- Łukasz! Ej...- tyrpłam go.
- Widzę, że jesteś cała i zdrowa, pod dobrą opieką... więc mykam.
Ubrał kurtkę i zaczął wychodzić.
- Czekaj... nie wyjdziesz jeśli się nie uśmiechniesz!
Uśmiechnął się. Tak samo się uśmiechał, kiedy znalazł mnie w Alex Records.
- Lecę do MEdiolanu.
- Słyszałam o problemach...
- Przeżyję... Zresztą zawsze znajde coś w Polsce.- Zaśmiał się.
- Kogoś takiego jak ty napewno przyjmą.
Wrócił się, pocałował mnie w czoło i zniknął. Spojrzałam na BJ'a.
- O co chodzi? Co u Natalie i Mike'a, o co poszło z łukaszem? Czemu na niego naskoczyłaś??
- U nich wszystko oki. Pobierają się.
- Naprawdę??? Super! A co do Łukasza...
- Nie... nic...
- Jesteś jakaś dziwna... Coś się rano stało???
- Nie rano poprostu potrzebowałam chwili samotności...
Czułam, że minie dużo czasu zanim będe mogła o tym powiedzieć BJ'owi. Zresztą jak mam mu to powiedzieć??? "HEJ zostałam zgwałcona przez przyjaciela!". Wiem, że ciężko będzie mi o tym rozmawiać do końca życia. Że nie będe mogła się zwierzyć komuś innemu nić Igłe o tym. Może nigdy nikomu... Niech to umrze jako tajemnica trzech mężczyzn i kobiety.
Mnie się nie podoba, ale chciałam dodać cokolwiek
Alex
Dni spędzone z Billiem były dla mnie cudowne. Jednak musze przyznać, że BJ miał rację. Ledwie przekroczyliśmy próg, a Mateusz zaczął nam się przyglądać.
- Ciekawiło mnie czemu tak nagle zniknęłaś, a teraz już wiem.- Powiedział ze skwaszonąminą.
- To się cieszę, że wiesz!- uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
Wyszliśmy z BJ'em do mojej, ateraz naszej wspólnej sypialni. Billie nie miał wiele ciuchów, tylko te najpotrzebniejsze. Rozejrzał sie po pokoju i stwierdził, ze ładny.
- Ty debilu, za każdym razem jak przyjeżdżasz do polski, to w nim śpisz.
- Żartujesz?- Zaśmialismy się.
Niestety moja komórka zawsze daje o sobie znać w nieodpowiednich chwilach. Nie usłyszałam charakterystycznego "Tydyryty..." a "Alarm, Alarm, szef dzwoni". Żadklo się zdarza, zebym miała szefa. No jednynie, ten nienormalny ordynator. No i teraz Raul. Jeśli dzwoni, to coś się musiało stać. Wystraszone odebrała telefon:.
- Hallo?
- Cześć Alex! Ale musieliśmy cię nastraszyć!- to był Murro ze Świdrem.
- Raul was zabije.- Zaśmiałam sie.
- Nie... stoi tu koło nas... - Powiedział beztrosko Dawid.
Usłyszałam jakieś hiszpańskie i włoskie przekleństwa.
- Dawid, on serio tu jest.- Odezwał się męski głos Sebastiana.
Rozłączyli się, a ja połorzyłam sie na łóżku ze śmiechu. Bj spojrzał na mnie jak na chora psychicznie.
- Chłopie przynieś mi Danio i płatki Fitnes!
- A co ja surzący?
- No wiesz... Dyskutować z wymaganiami kobiety w ciąży... dyskutować ze mną?
Ziewnęłam. Była godzina popołudniowej drzemki. Treningowy rozkład dnia odzywał sie we mnie. W Armstrongu zaś zaczęła odzywać się zmiana czasu. Usnęliśmy jak niemowlaki.
Kiedy obudzilismy się okozało się, ze jest już dziewiętnasta. Zeszliśmy na dół. Ku mojemu zaskoczeniu w moim salonie siedział Mariusz, stary kolega Mateusza.
- Hej piękna! - Wstał na mój widok. - Chyba przytyłaś!
- No wiesz! Coś ty! Gdzie ta menda? - roozejrzałam się po pokoju.
- Mateusz poszedł do sklepu, czy coś... Ponoć ma fajną dupę dla mnie...
- Co jak co, to on na dupach się zna...
- No jakznalazł mi taką jak ty, to od razu jej się oświadczę.
- Haha... A to jest Billie, na pewno o nim słyszałeś... To pieprznięty kolega Mateusza, Mariusz.
- Hi. - Mruknął Silnoręki.
Weszłam do kuchni, wzięłam mój narkotyk i byłam gotowa to życia.
- BJ, może wpadniemy dziś do Cast. - Spytałam się go wylizujac puste opakowanie po serku.
- Możemy... Ja ciągle nie znam Karakowa!
- No tak... A że mamy wieczór, a wieczorem Kraków jest najpięknieszy.. Ubieraj buty, idziemy na miasto! - Przybrałam pozę Superman'a.
Mariusz zmierzył mnie wzrokiem.
- Ty nigdy nie byłaś normalna...
- Powiedz mi, kto jest normalny??? Może ty? - Pokazałm mu język.
- Phi, oczywiście!
- Jest tu goła baba??? - Pokazałam jedno oko.
- Tak.
- A tu ksiądz??? - Wskazałam drugie.
- Jak najbardziej.
- To tutaj się spotkają. - Poklepałam się po głowie i poszłam na górę się przebierać.
***
Wycieczka nam się wspaniale udała. Fakt, faktem udalo mi się mu pokazać tylko Rynek, Planty i Wawel tylko z zewnątrz, ale i tak był ubaw nieziemski. To zaskakujące, że tylko dwadzieścia siedem osób zaczepiło Armstronga i poprosiło o autograf, zdjęcie, lub to i to. Śmialismy się ze wszystkiego. Wróciliśmy późno w nocy. Mateusz już spał. Mariusz musiał pójść na podryw, bo nie było go. Razem z BJ'em poszliśmy spać.
Obudziłam się rano wypoczęta. Leżałam w łóżku w samej bieliźne. Na krześle obok leżała biała spódniczka i czerwony T-shirt. Billie musial pewnie wstać do łazienki, gdyż nikogo nie było. Ciarki przeszły mnie po plecach. Wstałam i przypadkiem nadepnęłam na jakiś śmieć wystajacy spod łóżka. Jaskrawozółta opaska na rękę. Ze wszystkich sił próbowałam myśleć o czymś innym. Zbieg okoliczności, który chce obudzić we mnie wspomnienia. Ubrałam Jeansy i ten czerwony T-shirt. Zeszłam na dół. W salonie usłyszałam cicho rozmawiajacych mężczyzn. To nie mógł być Billlie, gdyż mężczyźni rozmawiali po poslku. usłyszałam moje imię. Przełamałam się i pewnym krokiem, z zamkniętymi oczami weszłam do salonu. Kiedy otworzylam oczy zobaczyłam Mateusza i łukasza siedzących na kanapie. Wtedy już nie wytrzymałam. Wspomnienia tamtego dnia przypłynęłu gwałtownie. Od telefonu rano, po zimny prysznic w hotelowym pokoju. Poczułam, że żołądek podskoczył mi do gardła. Pobiegłam do łazienki i zwymiotowałam.
- Alex! Jak się czujesz?- zapytał się mnie Mateusz.
- Wyśmienicie.
Cała trzęsac się wyszłam z łazienki.
- Blada jesteś co ci jest?
- Gdzie jest BJ??
- Moze powinnaś się położyć??
- GDZIE JEST BJ?! - wrzasnęłam na niego.
- Wyszedł gdzieś.- spojrzał na mnie zdziwiony.
- Jak wróci powiedz mu żeby zadzwonił.
Poszłam na przedpokoju, ubrałam się i wyszłam.
Zimne powitrze uderzyło mi w twarz. Nie interesowało mnie gdzie idę, wazne było, zeby uciec z tego domu, żeby uciec od nich. Znalazłam się na Rynku. Usiadłam na kamiennej ławeczce naprzeciw Empiku. Patrzyłam się na te roześmiane emopandy. Wielkie problemy siedemnastolatek, które się tną. Problem ich polega na tym, ze nie wiedzą czym są problemy. Jak to jest być zgwałconą, cieżarną kobieta zakochana w najsłynniejszym wokaliście punkowym. Patrzyłam na nie i moje problemy coraz bardziej mnie przygniatały. Tak bardzo chciałam się przytulić do Igły. Usłyszeć jego głos, który ze spokojem powtarza mi: "To był zły sen, wszystko jest złym snem w pięknym świecie". Wtedy zrozumiałam, jedno. Nie jestem sama.
Alex
Sylwestra. Chłopcy porozjeżdżali się na imprezy. Udało się nam ściągnąć panią Lozano. Raul cieszył się jak małe dziecko! Ja na jeden dzień wróciłam do Krakowa. Świętowałam razem z Cast, Haush, Natalie, Kamilem... no i całą naszą Krakowską ekipą. Udało mi się zaszyć na chwilę z Natalie o obgadać wszystko jeszcze raz. Było miło i przyjemnie, tyle, że ja musiałam zakończyć zabawę po północy. Przyczyny czysto zawodowe. Już o 12 następnego dnia siedziałam w kuchni Ośrodka Sportowego i obierałam jarzyny. Plotkowałam razem z kucharkami. Zadziwiające, jak szybko poznaję ludzi. W ciągu dwóch pobytów poznałam większość ludzi ze Spały. Panie ze sklepów, właścicieli hoteli, burmistrza i jego rodzinkę... Główne obiekty plotek. Wysłuchiwałam po raz kolejny opowieści o żonie syna brata... Wiecie o co chodzi. Wtedy wpadł Igła. Z uśmiechem na ustach zaczął ściskać nas wszystkie. Swoim pojawieniem się wniósł tyle szczęśliwości. Przygryzając marchewkę patrzyłam jak burzy cały dotychczasowy "ład".
- Cześć! - Zaglądną do nas też Daniel. Jego wzrost zmusił go do schylenia się, by zajrzeć przez dość niskie drzwi.
Życie w Spale wracało do normy. Poranne treningi, drzemka, wieczorne treningi... No i czas w którym razem z Igłą jak stare dziadki z Mupetów siedzimy i obgadujemy wszystkich przed drzwiami gdzie urzęduje Jacek. To była mafia... Załatwiałam Igle różne rzeczy, by zdobyć Danio i płatki Fitnes... Nie wiem po co, bo przecież w każdej chwili mogłabym pójść do sklepu i sama sobie kupić. Jednak polubiłam te chwile spędzone na podłodze. Danio, płatki Fitnes i Igła. Raul raz nas przyłapał. Przegonił nas do swoich pokoi. Lewo wszedł do swojego pokoju i z powrotem byliśmy przed drzwiami Jacka nasłuchując jęków. Martwił mnie Grzesiek "Gelu" Szymański. Nie skarżył się na nic, ale coś go ewidentnie bolało. Mówiłam mu, by się przyznał Raulowi. Kontuzje Michała, Szampona i Kadzia... na dodatek jeszcze jego. No i wybuchła afera. Wywalili go z drużyny. Igła się załamał. To był jego ostatni przyjaciel z którym mógłby jeździć na zawody. Ma przecież Piotrka Gacka, ale nie można wziąć na zawody dwóch libero.
I tak chłopcy pojechali do Izmiru, a ja dostałam wolne do maja. Nie mogłam się doczekać powrotu do domu. Ledwie wpadłam, rzuciłam walizkę na łóżko, umalowałam się, wystroiłam i zadzwoniłam po taxówkę do Balina. Czekałam dwie bite godziny, ale warto było. Samolot przyleciał nieco spóźniony. Wśród tłumu zobaczyłam Billiego i Mike'a. Wyglądali tak... Tak Green Day'owo. Nie da się tego opisać. Podeszłam do nich. Kiedy Billie w końcu mnie zobaczył uśmiechnął się i mnie mocno przytulił.
- Nie w miejscach publicznych! - Rzucił Mike.
- Zazdrosny?- Zaśmiał się BJ nie odrywając się ode mnie.
- Nie. - Odrzekł sucho i beznamiętnie.
Odwrócił się i poszedł szukać jego walizki.
- Co mu się stało?- zapytałam się BJ'a.
- Ty mi powiedz.
- Chodzi o Natalie? - Dopytywałam się.
- Pytaj się mnie, a ja ciebie.
- Nic nie wiesz! Taki z ciebie przyjaciel. Jego coś gnębi, a ty...
Zatkał mi usta ręką. Po chwili oderwał na chwilę ręką.
- Jesteś egois...- Znów zatkał mi usta.
- Pewnie chodzi o Natalie. Pytałem się, ale nie chce mi nić powiedzieć. Ponoć "naważył sobie piwa".
- No tyle to wiem! Wiesz co biedna Nat przeżywa!
- Nie, nie wiem. Ale mamy dużo czasu byś mi wszystko opowiedziała. - Mimo chodem pocałował mnie w czoło.
- Za tym tęskniłam!
Wyszliśmy przed lotnisko. Pojechaliśmy razem na Rynek. Wbiliśmy się do Empiku i zamelinowalismy się na najniższym poziomie, gdzie zadna winda nie dociera. Mike nas niestety opuścił. Od razu zebrał się i pojechał do Natalie. Podejrzewam, ze będzie musiał się grubo tłumaczyć.
- Kochanie... Powiedz mi...
- Echem... Od razu się na wszystko zgadzam.- Uśmiechnęłam się do niego.
- Nie, Alex... A Mateusz...
- No??? - Spojrzałam na niego niepewnie.
- On się teraz chyba wprowadził do ciebie...
- Wiesz... Myśli, ze to też jego dom. W pewnym sensie tak...
- Więc my...
- Zamieszkamy u mnie.
- No, a on???
- Chyba się nim nie przejmujesz??? Jego non stop w domu nie ma! A to zajęcia, a to coś tam. Po za tym, my i tak większość czasu będziemy spędzać w Alex Records. Bo chyba będziesz mi pomagał przy firmie.
- Jasne... No, ale...
- Czuję, że się wyniesie. Dostał posadę we francji. Monique. Musisz ją kojarzyć. Była w mojej ekipie pamiętnego Sylwestra. Wracając do rzeczy. Minique jest żoną zastępcy kustosza Luwru. Uprosiłam ją po znajomości. Kto jak kto, ale ona mnie rozumie. A, że kobiety potrafią zrobić wszystko, to namówiła Franca. I wysłał propozycję pracy Mateuszowi. Nie wiem czy się zgodził. Ale jak zobaczy ciebie, to raczej się zgodzi.
- Myślę, ze raczej wycofa sie, by być przy tobie...- zasępił się.
- Przestań! Czarne chmury tu przyciągasz! Więcej optymizmu...
- Będzie chciał walczyć.
- Ale nie ma o co. - Spojrzałam mu prosto w oczy. - Chyba nie myślisz, że...
- Nie...
- Nie? A więc po co...
- Bo to może wprowadzić chorą atmosferę. Martwię się o ciebie.
- Ja o ciebie też. - Pocałowałam go w nos.
Zebraliśmy się i spacerkiem zaczęliśmy iść w kierunku mojego domu. Tak wspaniale mi jest z towarzystwie Billiego, że każdy nawet największy problem wydawał mi się błachostką. Żałuję, że tak nie jest naprawdę.
Alex
Nie będzie następnej jeśli nie będzie 12 komentów xD